Blog
Jedzenie, ubranie i lekarstwa. Po tym Lima poznała św. Marcina
Kiedy Jan XXIII ogłaszał Marcina de Porres świętym, wymienił między innymi to, co brat rozdawał potrzebującym. Jedzenie. Ubrania. Lekarstwa. Po niemal czterech wiekach te trzy rzeczy wciąż mówią o nim więcej niż niejeden uroczysty tytuł.
Kiedy Jan XXIII ogłaszał Marcina de Porres świętym, wymienił między innymi to, co brat rozdawał potrzebującym. Jedzenie. Ubrania. Lekarstwa. Po niemal czterech wiekach te trzy rzeczy wciąż mówią o nim więcej niż niejeden uroczysty tytuł.

Czego nauczył się u balwierza
Marcin urodził się w 1579 roku w Limie. Jego ojciec był Hiszpanem, a matka, Anna, czarnoskórą kobietą, która wcześniej żyła w niewoli. W kolonialnym Peru pochodzenie ważyło na życiu człowieka od urodzenia. Młody Marcin uczył się fachu u balwierza. Do tego zawodu należały wówczas także proste zabiegi i opatrywanie ran. Te umiejętności przydały mu się u dominikanów. W 1603 roku złożył śluby wieczyste jako brat w klasztorze Matki Bożej Różańcowej w Limie.
Przez lata opiekował się chorymi w klasztornym szpitaliku. Pomoc znajdowali tam również ludzie spoza wspólnoty. Wśród nich byli rdzenni mieszkańcy Peru. Gdy brakowało środków dla potrzebujących, Marcin chodził po kweście. Łatwo dziś przeczytać o tym w jednym zdaniu. Trudniej samemu zapukać do czyichś drzwi i poprosić o pieniądze na lekarstwo dla człowieka, którego gospodarz nigdy nie widział.
Dlaczego przychodzili do niego także zdrowi
6 maja 1962 roku Jan XXIII przypomniał w homilii kanonizacyjnej, że Marcin zaopatrywał potrzebujących w żywność, ubrania i lekarstwa. Wymienił również jego troskę o ludzi skazanych przez ówczesne społeczeństwo na najniżej cenione zajęcia. W Limie nazywano go *Martín de la Caridad*, Marcinem od miłości. Dzień po kanonizacji papież opowiedział pielgrzymom jeszcze o innym rodzaju zaufania. Nowicjusze powierzali bratu swoje wątpliwości, doświadczeni zakonnicy pytali go o zdanie, a skłócone małżeństwa znajdowały w nim pomoc w pojednaniu.
Co łączy ranę, którą trzeba opatrzyć, z rozmową dwojga ludzi, którzy przestali siebie słyszeć? W obu wypadkach trzeba podejść na tyle blisko, by dowiedzieć się, co właściwie boli. Z daleka widać „chorego” albo „trudne małżeństwo”. Przy łóżku czy przy stole siedzi przed nami człowiek, który może sam o sobie opowiedzieć. To jedna z rzeczy, których można się dziś od Marcina uczyć.
Kiedy wrócisz z kościoła
Marcin miał szczególne nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu. Zmarł w Limie 3 listopada 1639 roku. Dziś, we wtorek 3 listopada 2026 roku, w Polsce przypada jego wspomnienie dowolne. W zakonie dominikańskim obchodzi się jego święto.
Może wiesz o kimś, kto po powrocie ze szpitala słyszy od wszystkich „daj znać, gdyby czegoś brakowało”, a potem zostaje sam z zakupami i receptą. Po Mszy zadzwoń z jednym konkretnym pytaniem. „Idę do apteki. Czy mogę po coś wstąpić także dla ciebie?”. Daj mu czas odpowiedzieć. Może lek już ma, a tym, za czym tęskni, jest rozmowa przy stole.
Jezu obecny w Eucharystii, ucz mnie takiej uwagi, z jaką brat Marcin służył chorym. Pomóż mi zapytać, czego komuś potrzeba, wysłuchać odpowiedzi i dotrzymać danego słowa. Amen.