Blog
Przy tej chrzcielnicy Jan Paweł II był po prostu Karolem
Zanim ktokolwiek zwrócił się do niego „Ojcze Święty”, ktoś przyniósł go do parafialnego kościoła w Wadowicach. Kiedy Jan Paweł II wrócił tam jako papież, umiał podać dokładną datę własnego chrztu: 20 czerwca 1920 roku. Dlaczego dzień, którego nie mógł pamiętać, tyle dla niego znaczył?
Zanim ktokolwiek zwrócił się do niego „Ojcze Święty”, ktoś przyniósł go do parafialnego kościoła w Wadowicach. Kiedy Jan Paweł II wrócił tam jako papież, umiał podać dokładną datę własnego chrztu: 20 czerwca 1920 roku. Dlaczego dzień, którego nie mógł pamiętać, tyle dla niego znaczył?

Data, której nikt nie pamięta sam
7 czerwca 1979 roku, podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II stanął w rodzinnej parafii. Mówił o chrzcielnicy, przy której otrzymał chrzest. W tym samym przemówieniu podziękował ks. Edwardowi Zacherowi. Ten człowiek uczył kiedyś Karola religii w szkole, a później głosił słowo podczas jego kapłańskich i biskupich uroczystości. Tego dnia znów byli w jednym kościele: dawny nauczyciel i dawny uczeń.
W tych podziękowaniach jest coś, co łatwo zgubić, kiedy opowiada się wielki życiorys od końca. Dziecka nikt nie przynosi do chrztu ze względu na to, kim kiedyś zostanie. W dniu chrztu mały Karol nie miał jeszcze niczego do pokazania światu. Otrzymał imię, miejsce we wspólnocie i dar życia w Chrystusie. Dla chrześcijanina taka sama godność przysługuje temu, o kim nigdy nie napisze żadna gazeta.
Co widział, patrząc na swój kościół
Dwadzieścia lat po tamtej wizycie Jan Paweł II znów mówił w Wadowicach o tej samej świątyni. Wspominał pierwszą spowiedź, pierwszą Komunię Świętą i czas, kiedy służył do Mszy. Powiedział krótko: „Tu byłem ministrantem”. W jednym zdaniu można zobaczyć kościół z innej wysokości: od strony chłopca, który dopiero uczy się, kiedy podejść do ołtarza.
Spróbuj tak spojrzeć na własną parafię. Może pamiętasz, kto zrobił ci miejsce w ławce, kiedy przyszedłeś po długiej przerwie. Może ktoś nauczył cię znaku krzyża tak dawno, że nie pamiętasz już tej lekcji, ale ręka nadal zna ruch. Także te drobne rzeczy składają się na historię wiary. Nie trzeba przy tym idealizować dzieciństwa ani ludzi, po których zachowały się trudne wspomnienia. Można z wdzięcznością nazwać jedno dobro, które rzeczywiście się wydarzyło.
Jedno pytanie przy najbliższej okazji
Jeśli nie znasz daty swojego chrztu, zacznij od prostego pytania przy rodzinnym stole: „Pamiętasz, gdzie mnie ochrzcili?”. Być może zamiast daty usłyszysz nazwisko chrzestnej albo historię zdjęcia, które od lat leży w szufladzie. Jeśli nie masz kogo zapytać, możesz zwrócić się do parafii chrztu. A kiedy następnym razem wejdziesz do kościoła i uczynisz znak krzyża, zatrzymaj się na jedno zdanie: „Ojcze, dziękuję, że jestem Twoim dzieckiem”.